Posty

Marmolada - Królowa Dolomitów

13-15 września 2002 r. Przed Marmoladą niestety nie mogłem pozwolić sobie na zaplanowany wcześniej trening - rozchorowałem się (chyba z powodu zmiany klimatu po powrocie z Grecji). Miałem więc szybką kuracje i tydzień w łóżku. Osłabienie dało mi później popalić w górach. No, ale z Łazisk wyjechaliśmy z Januszem zgodnie z planem w piątek, 13 września 2002r, około 20:00. Przejechaliśmy w nocy przez Czechy i Austrie (Wiedeń, Lintz), aby skoro świt znaleźć się we Włoszech. Sobotni poranek upłynął nam na pokonywaniu samochodem mających ponad 2000mnpm dolomickich przełęczy. Około 10:00 znaleźliśmy się nad zalewem na Passo d. Fedaia (chyba 2050mnpm). Po krótkiej przerwie śniadaniowej ruszyliśmy na szlak - nr 606 - chyba najrzadziej wybierana trasa na Marmoladę. Początkowo prowadził on wzdłuż trasy wyciągu. Ten odcinek niewątpliwie najbardziej przypominał nasze rodzime, tatrzańskie szlaki. Mnóstwo kamieni i stosunkowo łagodne podejście na wysokość około 2500mnpm. Dalsza część trasy biegła prak...

Via Tatra

25 września 2001 r. Z Tychów wyjechaliśmy o 2:19, aby o 7:00 być w Zakopanym. Niestety wszystkie kantory w okolicy były jeszcze zamknięte i chcąc zakupić korony słowackie musieliśmy spędzić godzinę na Krupówkach (sic!). Na całe szczęście stosunkowo szybko znaleźliśmy się w autobusie jadącym do Doliny Chochołowskiej. Około 11:00 doszliśmy w okolicę Wielkiego Kopieńca, gdzie opuszczając Dolinę, zeszliśmy na czerwony szlak prowadzący na Trzydniowiański Wierch (1765). Po dojściu na szczyt, pogoda bardzo niemile nas zaskoczyła. Planowaliśmy bowiem tego dnia przejść przez Starobociański Wierch (2176) i Ornak (1854) do schroniska pod Ornakiem. Niestety silny wiatr i grad uniemożliwiły nam wykonanie naszego planu. Ze smutkiem stwierdziliśmy, że musimy zejść do Doliny Chochołowskiej. Tak więc nie opuszczając czerwonego szlaku zeszliśmy do Doliny Jarząbczej, odwiedzając miejsce upamiętniające górską wycieczkę papieża Jana Pawła II na Polanę Jarząbczą. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej do sch...

Ukraina Liubliu Papu...
Spotkanie z papieżem Janem Pawłem II
we Lwowie

26-27 czerwca 2001 r. Jest poniedziałkowy wieczór, 25 czerwca 2001r, telefon komórkowy zaczyna wygrywać znaną melodię. Odbieram i słyszę głos Tomka: "Jadę rano do Lwowa, jedziesz ze mną?" Przez chwilę się waham i oświadczam, że niebawem dam odpowiedź. Około 21:00 podjąłem decyzję. Jadę. Krótka rozmowa, ustalenie planu podróży, no i jesteśmy gotowi. Umówiliśmy się w Krakowie, gdyż wydawało nam się, że pociąg z Warszawy (skąd wyruszał Tomek) do Przemyśla jedzie przez dawną stolicę. Ja miałem dojechać z Katowic do Krakowa i tam spotkać towarzysza podróży. Jednak już PKP zafundowały nam niemałą przygodę. Pociąg wyruszający z Warszawy był dzielony na dwie części: jedna do Przemyśla, a druga do Krakowa. Tomek gdy tylko się o tym dowiedział natychmiast do mnie zatelefonował i po krótkiej rozmowie ustaliliśmy, że spotykamy się na dworcu PKP w Przemyślu, a ja postaram się jak najszybciej dotrzeć tam innym pociągiem. Na całe szczęście niebawem miałem z Katowic ekspres do naszej pierwsz...

Babia Góra 2001

1-2 maja 2001 r. O godzinie 7:30 wyruszamy z Łazisk wypełninym po brzegi czterema osobami zielonym maluszkiem, aby przez Bielsko i Żywiec dotrzeć do Zawoji. Około godziny 11:00 po krótkich poszukiwaniach udało nam się odnaleźć działkę wujka, rozbić na niej namiot, rozpakować samochód i wyjechać w stronę wejścia na Babią Górę. Dojeżdżamy do wejścia na żółty szlak pozostawiając samochodzik u miejscowego bacy. Płaci się tu 5 złotych. Wchodzimy na Markowe Szczawiny. Zajmuje nam to 2 godziny. Muszę tu zaznaczyć, że fragment szlaku żółtego (od skrzyżowania z czerwonym, do schroniska) był zamknięty. Jednak nie mając innego wyjścia, chcąc zmieścić się w czasie i dotrzeć przed zmrokiem na nasz parking idziemy dalej*. Było naprawdę niebezpiecznie. Są tam osuwiska, na których można nie tylko skręcić nogę, ale i zlecieć kilkadziesiąt metrów w dół. Więc, jeśli nie trzeba, lepiej tamtendy nie chodzić! W schronisku zjedliśmy mały obiadek. Za moją ulubioną fasolkę po bretońsku zapłaciłem 4,50zł. Na sz...